wtorek, 4 stycznia 2011

sen moich dzieci - czyli masakra nocą :) cz.1 - Julek

"Za dzieci ludzie płacą ogromną cenę każdego dnia
- i nie może to kosztować mniej.
Dlaczego, kiedy zbyt szybko zasną,
ty budzisz się w środku nocy 
i sprawdzasz, czy u nich wszystko w porządku? 
Ceny tej ciągłej troski i zmartwień
nie można porównać nawet w połowie
z ogromem radości i szczęścia,
które daje ci ich mały pocałunek."
   
     Edgar Guest (1881-1959)


Zacznę od opowieści o moim 5cioletnim już synku.
Dziecię moje z założenia miało spać w łóżeczku w naszej sypialni. Pierwsza noc w domku. Łóżeczko pachnące nowością, śliczna pościel w delikatne niebieskie paseczki. Odkładam synka do łóżeczka i siedzę nad nim wpatrzona jak sroka w gnat. Siedzę a właściwie stoję 15 minut, pól godziny godzinę i aż się boję odejść bo a nuż coś złego mu się stanie. Tyle się naczytałam o śmierci łóżeczkowej niemowląt! Mąż nakłania mnie, żebym sama kładła się spać i kładę się ale za żadne skarby zasnąć nie mogę- z nerwów. Co chwila podchodzę sprawdzić czy mały oddycha. I tak przedreptałam całą noc. Mąż stwierdził, że może trzeba Małego wziąć do naszego łóżka - jeśli dzięki temu w końcu zasnę... I tak zrobiłam :) Dość powiedzieć, że Mały Ludek zagościł w naszym łóżku na baaaardzo długo.
Julcio rósł wedle skrótu SSS czyli ssanko, sranko, spanko ( sama ukułam sobie ten skrót na własne potrzeby). No może prawie bo w innej koleności...
Otóż Mały pięknie ssał (i równie pięknie przybierał na wadze) tylko podczas tego jedzonka robił kupkę. I tu w nocy stawałam przed dylematem - pozwolić mu spać dalej (z kupskiem w pieluszce narażając go na odparzenia) i samej przymknąć choć na chwilę oko czy przewijać ale rozbudzić? Wygrywało dobro pupki dziecka. Najdelikatniej jak potrafiłam odkładałam synka na przewijak. Tylko dotknął pleckami podłoża oczy już były otwarte - a oczy ma naprawdę wielkie:). Z paszczy wydobywał się potworny ryk wybudzający wszystkich w promieniu kilometra. W tempie ekspresowym zmieniałam pieluszkę, nie rzadko również śpiochy zalane lekko nadtrawionym mlekiem i za każdym razem żywiłam głupią nadzieję, że Mały zaraz zaśnie.
O ja nieszczęsna! Nic takiego nie miało miejsca. Julek wybudzał się totalnie i trzeba było znowu go usypiać. Usypiać oczywiście na rękach i bujać- nie ma to tamto! Mąż wymiękał bardzo szybko, stwierdzając że musi rano wstać do pracy. Noszenie na rękach i bujanie wykańczało mnie do cna. Ułatwiłam sobie robotę wchodząc na łóżko i rytmicznie podskakiwałam na materacu - nie zła paranoja myślicie:) Ale skutkowało. Po pół godzinie dryndania zasypiał a ja z nim. Szkoda tylko, że moje dziecię jadło w nocy równiutko co półtorej godziny. Licząc czas od zakończenia jedzenia, który spędziłam na przewijaniu, przebieraniu i usypianiu a trwało to ok.45 minut  na sen zostawało mi jakieś 40 minut. Po tym czasie Mały się budził na kolejne karmienie i zabawa zaczynała się od początku.
W ciągu dnia spał nawet 3 godziny jednym ciągiem ale ... tylko na spacerze. Mimo zimy bujałam się z wózkiem po osiedlowych alejkach, żeby tylko się dotlenić i aby moje uszy odpoczęły od wrzasku. Oczywiście mogłam ewentualnie walnąć się na parkową ławkę i zapewniam, że od razu zasnęłabym snem sprawiedliwego ale: a) albo ktoś by mi to dziecko ukradł  b) albo zgłosił na policję czy do opieki społecznej, że jakaś szurnięta laska śpi na ławce a obok stoi wózek z dziecięciem. Sami rozumiecie, że nie chciałam aby przytrafiło mi się ani jedno ani drugie :) I tak dzięki rwanym nockom wyglądałam jak zombie.

Wszyscy znajomi posiadający już dzieci pocieszali nas, że tak jest tylko przez pierwsze 3 miesiące, potem będzie już tylko lepiej. Ani ja ani mój mąż w to nie wierzyliśmy. Mijały tygodnie, ja półżywa czekałam na koniec trzeciego miesiąca jak na zbawienie. I oto, po ok 90 dniach istnej masakry moja ukochana latorośl zasnęła niczym Aniołek i obudziła się w nocy tylko 2 razy! Boże, jaka ja byłam szczęśliwa! Stało się tak, jak mówili doświadczeni rodzice:) Od tamtej chwili Julek budził się przez jakiś czas 2 razy , później raz aż osiągnęłam spektakularny sukces trwający do dziś dnia. Mój synek śpi nieprzerwanie 12 godzin :)!
Śmieję się,że mogłabym w nocy pojechać do rodziny do Kielc, nagadać się  z kuzynkami i wrócić do domu a moje dziecko nawet by o tym nie wiedziało:)

Po 4 latach od narodzin Julka zaszłam w ciążę z Tolinką. Oboje z mężem snuliśmy marzenia, że to drugie dziecko poda się na nas śpiochów i będzie spało jak suseł albo przynajmniej będzie tak jak z Julkiem ale na pewno nie gorzej. Jacyż byliśmy naiwni...
Ale o tym w kolejnej części o śnie moich dzieci- czuli masakra nocą :)

 Pierwsza noc w domku - to wtedy tak nad nim stałam ;)

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczna opowieść:) Fajnie że sobie to utrwaliłaś:))

    OdpowiedzUsuń